krokus  

AIDS - oszustwo

25.11.2009

Zanim zaczniesz czytać poniższy tekst przeczytaj informację na temat domniemanego "układu immunologicznego" oraz krótką informacją doktora Hamera na temat tzw. AIDS. Dopiero potem przystąp do zapoznawania się z przytoczonym poniżej artykułem.

Przekazy przeciwników panującej dzisiaj medycyny musimy przyjmować krytycznie, ponieważ nie uwzględniają oni w swojej krytyce odkryć doktora Hamera z 5 Prawami Natury. Mimo tego przedstawiają przekonywujące dowody na oszustwo naukowe, które jest realizowane na naszych oczach od ponad 200 lat. 
A więc mimo, że autorzy tych krytycznych źródeł nie powołują się na Germańską, umieszczam  ich artykuły  na naszym portalu. Dla lepszego zrozumienia całego oszustwa ważne jest, żeby przeciętny człowiek zapoznał się z tymi oficjalnie przemilczanymi faktami, które niełatwo znaleźć w oficjalnej literaturze medycznej. Krytycy mówią o chorobach, ale my, znawcy Germańskiej, wiemy, że tzw. "chorób" nie ma, są to jedynie Sensowne Biologiczne Specjalne Programy Natury, albo ich fragmenty...(wykluczając zatrucie,  skrajne niedożywienie oraz wypadki i urazy).


( źródło: http://www.tajne.org/forum/read.php?f=1&t=106964

Ta sprawa jest szokująca, dla wielu wprost niewiarygodna, zaprzecza wszystkiemu co wiemy na temat apokaliptycznej choroby końca milenium, AIDS. Dla niektórych może ona stanowić wyjaśnienie ich własnego przypadku, "przygody", która miała zakończyć się tragicznie, która przez swą zapowiadaną, rychłą, nieuniknioną kulminację pozbawiła ich sensu istnienia, a która.... trwa, i trwa, i trwa i wbrew logice rodzi w ich umyśle nadzieję, że może nie wszystko jest stracone, może jest cień szansy na przeżycie jeszcze paru lat, "może jestem wybrańcem losu?!". Taka przygoda, dodajmy, może spotkać KAŻDEGO, nawet jeżeli prowadzimy się po katolicku, wystarczy zrobić sobie test na HIV, badanie, które w wielu przypadkach wykonuje się rutynowo. Jeżeli da ono wynik pozytywny, całe nasze bytowanie ulega zmianie, rozpoczyna się przeżycie, którego ukoronowaniem, w sposób nieunikniony, ma być rychła śmierć. Sądzicie, że Was to nie dotyczy, że Wam się to przydarzyć nie może, bo prowadzicie się bez zarzutu? Nic bardziej mylnego! Posłuchajcie....
Wszystko zaczęło się od pytania, które zadałem w USA pewnemu badaczowi Dr Jamesowi DeMeo: "Dlaczego Magic Johnson nie ma już HIV'a a co za tym idzie nie jest chory na AIDS?" Otrzymana odpowiedź brzmiała jak majaczenie wyznawcy teorii spisku lub sfiksowanego dogmatyka: "Bo przestał się leczyć!", dopiero jej późniejsze rozwinięcie i wyjaśnienie pozwoliło mi zrozumieć, że w jego słowach być może kryła się prawda.
James DeMeo, który jest typowym odszczepieńcem oficjalnej nauki: doktor tajemniczej dziedziny, jak on sam potępionej, wydawca buntowniczego i prowokującego magazynu paranaukowego, samotny badacz żyjący na uboczu, z dala od miasta. Zaczął mówić o AIDS tak, jak o jednej ze swych wielu niezwykłych (a dla wielu opętańczych) misji, a ja czułem się zdezorientowany, gdyż swoboda, z jaką operował terminami medycznymi daleko wykraczała poza jego PhD'owską wiedzę. Przez grzeczność wysłuchałem jego wywodów, bardziej zajęty koreańskim daniem w "doskonałej" restauracji w małym miasteczku, niż wgłębianiem się w treść dysertacji. Była kontestatorska, rzucała na matę współczesną medycynę i początkowo wywołała we mnie nawet poczucie pewnej niechęci do tego, niezwykle przekonująco prezentującego się, człowieka. DeMeo jest geografem, propagatorem i badaczem kontynuującym prace nie uznawanych odszczepieńców nauki. Moja wizyta u niego była związana z tematem jednego z odcinków NDW. Akceptowałem jego ekscentryczne poglądy w zakresie, do którego byłem przygotowany, dzięki moim wcześniejszym poszukiwaniom na temat tajemniczej doktryny, którą się zajmuje, ale AIDS i ta rewolucyjna, samozwańcza teoria zaczynały budzić we mnie niepokój co do jego jakiejkolwiek wiarygodności. I pewnie nigdy więcej bym się nad tym nie zastanawiał, gdyby następnego dnia DeMeo nie wręczył mi egzemplarza książki pt. "Wszystko co uważacie na temat AIDS to nieprawda?" autorstwa Christine Maggiore.
Książka Christine Maggiore, mimo intrygującego i przekonującego wstępu, z łatwością była by przeze mnie zaliczona do klasy tanich sensacji, tworzonych z różnych pobudek (niekoniecznie finansowych) przez sfrustrowanych, odrzuconych na boczny tor wyznawców, nie akceptowanych przez ogół, poglądów. Choć często zajmujemy się podobnymi tematami w NDW, to jednak większość z nich nie posiada jednoznacznych aspektów praktycznych a ich wartość jest najbardziej doceniana przez dość wąskie grono zainteresowanych. W książce Christine Maggiore było jednak coś, co mnie, byłego konsultanta naukowego Hoffmann-La Roche w Polsce, uderzyło. Nie słyszałem do tej pory by w ostatnim dziesięcioleciu którykolwiek z ze zdobywców Nagrody Nobla zwariował, a bez wątpienia szaleństwem było dla laureata tej nagrody napisanie wiele mówiącego wstępu do książki Christine Maggiore, typowej książki drugiego obiegu, która obala i zadaje kłam większości oficjalnych opinii medycznych na temat wirusa HIV i epidemii AIDS. Tak to właśnie KARY MULLIS, Laureat Nagrody Nobla z 1993 roku, otrzymanej za wynalezienie (PCR) łańcuchowej reakcji polimerazy (reakcji pozwalającej na dowolne kopiowanie łańcucha DNA, używanej także jako test na HIV) napisał aforystyczny wstęp i udekorował okładkę tej książki swoim jednoznacznym stwierdzeniem: "Christine Maggiore w sposób zrozumiały dla każdego pisze prostą prawdę o AIDS".
Nie miałem wątpliwości, rzeczywiste autorytety współczesnej nauki nie popełniają głupich pomyłek. Stwierdzenia zawarte we wstępie to wystąpienie przeciw loży autorytetów medycyny i farmacji, przeciw, przede wszystkim, potęgom farmaceutycznym z, jak się później okazało, Glaxo-Wellcome na czele. Dla naukowca związanego z przemysłem farmaceutycznym to podcinanie gałęzi, na której się siedzi. Nie miałem wątpliwości, książka Christine Maggiore, przez sam fakt swojego istnienia w kontekście opinii Laureata Nagrody Nobla oraz naukowców takich jak np. Peter H. Duesberg była frapująca. Musiałem ją przeczytać. Natychmiast, jeszcze w drodze powrotnej do San Francisco, wiodącej przez pustynie Kalifornii zabrałem się do tego. Nie rozczarowałem się.

Nie wierzę w wirusa (Gazeta Wyborcza) 04-06-1993
"W USA - jak pisze "Time" - żyje kilkudziesięciu mężczyzn zarażonych wirusem HIV pod koniec lat 70., u których do tej pory nie doszło do rozwoju choroby. Lekarze nie są w stanie stwierdzić, dlaczego tak się dzieje. Być może osoby, u których nie pojawia się AIDS, są właścicielami jakiegoś genu chroniącego ich przed spadkiem odporności? A może są one nosicielami innej, łagodniejszej formy wirusa HIV nie wywołującej choroby?"

Przed kilku laty (1987 - 1995) znany amerykański wirusolog Peter H. Duesberg, profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, wysunął kontrowersyjną hipotezę, że HIV wcale nie wywołuje AIDS. Wykrycie wirusa to wyłącznie zasługa niezwykle czułych metod współczesnej biologii molekularnej. HIV jedynie towarzyszy zespołowi AIDS, jest jego wskaźnikiem, nie zaś przyczyną choroby - powiada Duesberg. Zdaniem wirusologa choroba jest konsekwencją długotrwałego używania narkotyków, licznych transfuzji krwi, a w ostatnich latach bezkrytycznego stosowania... AZT.

Duesberg nie jest szarlatanem i cieszy się uznaniem wśród naukowców. Jego teoria uznająca HIV za łagodnego rezydenta ludzkiego organizmu wywołała jednak ostry sprzeciw wielu badaczy AIDS. Artykułów Duesberga nie chciano przez pewien okres publikować w poważnych czasopismach naukowych. Nie zrażony reakcją kolegów Duesberg uparcie powtarzał: "Ścisła korelacja pomiędzy HIV a AIDS to wyłącznie mit. Gdzie bowiem podziewa się wirus w okresie uśpienia?"

(Do dzisiaj nie ma odpowiedzi na to pytanie. Niektórzy w sposób naukowy próbują przekonywać świat, że wirus HIV siedzi sobie przez dwadzieścia lat w węzłach chłonnych ale póki co nikt go w nich nie wykrył.)

Autorka książki to młoda kobieta, która w 1992 roku, pod namową lekarza zrobiła sobie test na HIV. Było to przy okazji rutynowych badań. Lekarz nalegał, więc się zgodziła, bo nie miała żadnych dolegliwości i żadnych symptomów, nie miała żadnych powodów do obaw, była przekonana, że ten problem jej nie dotyczył. Jakież było jej zaskoczenie, jakież przerażenie kiedy okazało się, że wizyta w laboratorium z rutynowej zamieniła się w krytyczną, że wynik testu był pozytywny. Dalsza jej historia była banalna, każdy zrobiłby to samo: kolejne testy, wizyty u kolejnych specjalistów. Nie zważając na pewną niespójność następujących po sobie wyników Christine Maggiore przyjęła do świadomości tragiczną wiadomość. Choć jej stan zdrowia był bardzo dobry, jej choroba była nieunikniona. Żadna próba podniesienia odporności immunologicznej nie miała być skuteczna, byłaby tylko bezsensownym rozbudzaniem płonnych nadziei, należało jedynie czekać na pierwsze symptomy AIDS i wówczas zacząć przyjmować AZT - lekarstwo o okropnych działaniach ubocznych ale przedłużające życie. Życie, które miało trwać pięć do siedmiu lat, nie dłużej!

Długo trwał jej dramat nim, poprzez typową ewolucję poglądów nieuleczalnie chorego, doszła do odrzucenia proponowanych kuracji i poszukiwań własnej recepty na życie z problemem. Jej witalność, potrzeba działania spowodowała, że włączyła się w nurt ruchu samopomocy chorych na AIDS, jej nieustępliwość i dociekliwość zaś doprowadziła ją do zauważenia tego dziwnego fenomenu: mimo upływu czasu, mimo odrzucenia leków stan jej zdrowia wcale się nie pogarszał. Fenomen taki dotyczył zresztą nie tylko jej, lecz wielu innych, u których wykryto wirus HIV. W odróżnieniu od pozostałych, przerażonych, przygnębionych i przybitych sytuacją, w której się znajdowali, niezdolnych do walki, biernie czekających na nieuniknione, Christine Maggiore zaczęła na lewo i prawo zadawać pytanie "dlaczego"? Dlaczego kolejne testy na HIV przynosiły jakościowo różne rezultaty? Dlaczego choroba nie rozwijała się? Być może zadała to samo pytanie, co ja M.: "Dlaczego Magic Johnson wrócił na boisko NBA i gdzie podział się jego wirus HIV?".

Środowisko z zakłopotaniem przyjęło jej dociekliwość. Nie umiano odpowiedzieć na jej pytania, które budziły niezdrowe nadzieje i burzyły dotychczasowy porządek. Musiała zwrócić się z nimi gdzie indziej. Zaczęła penetrować establishment medyczny i naukowy a wnioski, do których doszła zadały kłam wszystkiemu, co wiedziała i czego sama uczyła członków grup samopomocy AIDS. W 1995 roku założyła własną grupę, która szybko stała się dysydentem ruchu AIDS, propagatorką nowego poglądu na AIDS. Siedem lat po wyroku śmierci, choć jej status HIV jest niezmiennie uważany za pozytywny, nie tylko żyje, cieszy się dobrym zdrowiem, ale wychowuje 2 letniego zdrowego synka, którego poczęła mimo, że jest nosicielem HIV, w sposób naturalny. Czwarty raz wznowiła wydanie swej książki, która jest niekończącą się, wiecznie żywą pracą przynoszącą, jak sama mówi, radość i ukojenie cierpiącym.

Tak, Christine Maggiore choć nie jest lekarzem ani decydentem, jest bez wątpienia dysydentem w zakresie poglądów na AIDS i to dysydentem poważnym, który w niezwykle dojrzały, wprost naukowy sposób podejmuje badania i w oparciu o ich wyniki podejmuje próbę obalenia szkodliwych jej zdaniem poglądów na temat epidemii AIDS, dominujących zarówno w społeczeństwie jak i w kręgach władz sanitarnych USA.

Swoją książkę Christine Maggiore rozpoczyna szeregiem standardowych pytań, na które odpowiedzi wydają się być oczywiste i jako takie stanowią odzwierciedlenie utartych poglądów społeczeństwa (nie tylko amerykańskiego) na temat wirusa HIV i epidemii AIDS. Gdyby te odpowiedzi przyjąć za prawdę Christine Maggiore dawno nie byłoby wśród żywych a gdyby jeszcze jakimś cudem żyła na pewno byłaby dzisiaj ciężko chorą i niezdolną do jakiejkolwiek pracy. Christine Maggiore z iście naukową fachowością, poddała głębokiej analizie naukową wiedzę na temat AIDS, dostępną na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, tj. od początku, od wykrycia syndromu i odkryła sposób, w jaki ewoluowała ona w tym okresie. Ta ewolucja wpłynęła bezpośrednio na rozwój i aktualny status "gałęzi" medycyny zajmującej się AIDS oraz na los tysięcy ludzi, u których wykryto wirusa HIV. Czy kierunek tej ewolucji jest właściwy? Z badań literaturowych przeprowadzonych przez autorkę wynika, że nie. Przeprowadzona analiza przyniosła odpowiedzi, na zadane przez autorkę pytania, sprzeczne z powszechnymi poglądami. Konkluzje, które się nasuwają pod wpływem tej lektury są niezwykle ciekawe, rewolucyjne, a przy tym posiadają praktyczne znaczenie dla chorych i zdrowych członków społeczeństwa.


Christine Maggiore zagląda głęboko w publikowane artykuły naukowe i znajduje w nich prawdy niedostrzegane przez dziennikarzy prasy codziennej, dociera do artykułów prezentujących wyniki zaprzeczające aktualnym opiniom na ten temat. Opublikowany w World Health Organization „Weekly Epidemiological Record” z 26 listopada 1999 roku raport podaje, że sumaryczna ilość rzeczywiście zdiagnozowanych przypadków AIDS w latach 1981 – 1999 w Południowej Afryce, nowym epicentrum AIDS wynosi 12,825 przypadków. Liczba ta jakby jasnowidząco naśmiewała się z podanej na pierwszej stronie,  przez Gazetę Wyborczą z 19 kwietnia 2001, informacji, że w Południowej Afryce jest 5 mln zakażonych (HIV) osób. Ciekawe kiedy i za co przeprowadzono testy stwierdzające zakażenie? Odpowiedź, podobnie do sposobu, w jaki zbierała informacje Christine Maggiore, można  znaleźć w krótkiej notatce w Gazecie Wyborczej z 21 marca 2001, w której czytamy cytuję „Rząd RPA szacuje, że jeden na dziewięciu mieszkańców tego kraju jest nosicielem wirusa HIV. Prawie jedna czwarta zgłaszających się na badania kontrolne kobiet w ciąży jest zarażona wirusem. W RPA żyje z HIV prawie 5 mlm osób” koniec cytatu. (21 marca wg GW Rząd RPA szacował, a 19 kwietnia Gazeta Wyborcza zatwierdziła ten szacunek jako pewnik). Oto jak z danych szacunkowych tworzy się rzetelną informację. Trudno nie mieć zaufania do prezentowanych przez Christine Maggiore opinii skoro według tej samej Gazety Wyborczej z dnia 6 marca 2001, te pięć milionów nosicieli HIV w RPA może spać spokojnie gdyż cytuję „... w wyniku epidemii w roku ubiegłym w RPA zmarło ponad 250 osób”! Oczywiście Gazeta miała na myśli 250.000 osób, tylko się przejęzyczyła..., albo nieświadomie podała informację z innych, bardziej racjonalnych źródeł. Dla porównania w listopadzie 1998 Reuters donosił z Kenii, że wg szacunków ONZ co trzy minuty umiera Kenijczyk. Tymczasem Christine Maggiore odkrywa w oficjalnych raportach, że w latach 1981 – 1998 w Kenii zdiagnozowano 81,492 przypadki AIDS, z których wiele nadal żyje i czuje się dobrze. Cytowane szacowanie ilości zakażonych HIV ma w Afryce swoją historię. World Health Report 1998 zawarty we wspomnianym powyżej WHO „Weekly Epidemiological Record” z 26 listopada 1999, wykorzystany przez Christine Maggiore w jej analizie podaje, że w 1987 w ówczesnym epicentrum AIDS, Ugandzie WHO szacowało liczbę nosicieli HIV na 1 milion. Dziesięć lat później szacunek WHO pozostał niezmieniony i nadal wynosi 1 milion, choć liczba zdiagnozowanych przypadków AIDS do 1999 roku w tym 20 milionowym państwie wynosi mniej niż 55 tysięcy.
Nie ma sensu przytaczanie tu danych o śmiertelności w Afryce wywołanej innymi chorobami, takimi jak na przykład malaria. Z góry wiadomo, że są one hektyczne w porównaniu z AIDS, ale alarmowanie na ich temat nie zapewnia funduszy państwowych, sponsorów prywatnych i lukratywnych karier naukowych, bądź wpływów z patentów. AIDS zaś to wszystko gwarantuje. Strach jest tak wielki i tak umiejętnie podsycany, że wielu nie próbuje nawet z grubsza ocenić napotykanych informacji tylko przyjmuje je ślepo za pewnik.  

 (źródło: http://ciekawi.blox.pl/html/1310721,262146,13.html?392078)

Christine Maggiore dowodzi, że AIDS nie jest nową chorobą. Jest to zbiór 29 znanych chorób i stanów, włącznie z infekcjami drożdży, herpes (opryszczki), biegunką, pewnymi rodzajami zapalenia płuc, odmianami raka, salmonellozą i gruźlicą. AIDS jest różnie definiowany w różnych krajach a definicje te to wsparte o opinie naukowe decyzje administracyjne powołanych do tego urzędów.  W USA AIDS składa się z 28 chorób i jednego symptomu nie mającego charakteru choroby. Wiele mówiąca jest ewolucja definicji AIDS. Nazwa AIDS została nadana grupie znanych chorób i symptomów przez CDC (Centers for Disease Control). Pierwsza definicja z 1983 roku składała się tylko z 12 chorób, trzy rewizje przeprowadzone w latach 1985, 1987 i 1993 rozszerzały jej zakres o odpowiednio 7, 6 i 3 nowe choroby oraz parametr krwi, który nie może być uznany za chorobę: ilość komórek T w stosunku do wszystkich limfocytów – Tcell < 200 lub Tcell < 14% wszystkich limfocytów.
 
Choroby te zwą się AIDS u ludzi, którzy cierpią jednocześnie na chorobę odpornościową zwalczającą białka lub przeciwciała uważane za związane z wirusem HIV. Dodanie poziomu komórek T do listy spowodowało podwojenie liczby chorych z dnia na dzień a fakt, że od 1993 ponad połowa zdiagnozowanych przypadków AIDS w USA nie ma żadnych objawów chorobowych wynika bezpośrednio z tej decyzji. Innym dziwnym zjawiskiem jest fakt, że można otrzymać diagnozę AIDS bez przeprowadzenia kiedykolwiek próby na HIV. Jest ona nazywana diagnozą-domniemaniem. Tysiące ludzi otrzymało w USA taką diagnozę mimo, że jedyną różnicą miedzy zapaleniem płuc i AIDS jest pozytywny wynik testu na HIV, który nie jest do tej diagnozy wymagany. Żaden ze stanów nie występuje wyłącznie u nosicieli HIV, zaś wszystkie występują u tych, którzy nosicielami HIV nie są a wszystkie te stany posiadają udokumentowane przyczyny i terapie, które nie mają żadnego związku z wirusem HIV.
 
Christine Maggiore donosi, że nie ma żadnego dowodu na to, że to wirus HIV jest przyczyną AIDS. Wprost przeciwnie dane epidemiologiczne i mikrobiologiczne razem wzięte demonstrują, że HIV nie może powodować nie tylko AIDS ale żadnej innej choroby.

Koncepcja, że AIDS jest powodowany przez wirus nie jest faktem naukowym, tylko przekonaniem, które zostało zaprezentowane przez badacza HIV, dr Roberta Gallo z NIH (National Institute of Health) w 1984 roku. HIV jest retrowirusem, typem wirusa skrupulatnie badanego przez 20 lat w ramach rządowego programu walki z rakiem. Szukano wówczas powiązań między rakiem i wirusami, a ponieważ retrowirusy nie mają mechanizmu komórko – bójczego, a tkanka rakowa rośnie szybko, rozpatrywano taki typ wirusa jako potencjalną przyczynę raka. Jednak zdrowi ludzie żyją w harmonii z niezliczoną liczbą nieszkodliwych retrowirusów; niektórych zakaźnych, innych endogennych, czyli produkowanych przez nasze własne DNA. Jeśli w ogóle, to bardzo niewiele, retrowirusów powoduje choroby u ludzi.
 
Christine Maggiore odkryła, że 23 kwietnia 1984 Gallo wraz z Health and Human Services (Amerykańska Służba Zdrowia) zwołał międzynarodową konferencję prasową i na takim forum (a nie na konferencji naukowej) ogłosił swoje odkrycie nowego retrowirusa określonego jako „możliwa przyczyna AIDS”. Choć Gallo nie przedstawił dowodów potwierdzających jego przypuszczenia HHS natychmiast określiło to jako „kolejny cud amerykańskiej medycyny ... triumf nauki nad śmiertelną chorobą”. Później, tego samego dnia Gallo złożył wniosek patentowy na test na przeciwciała znany jako „AIDSTEST”. Następnego dnia „The New York Times” przemienił propozycję Gallo w pewność donosząc na tytułowej stronie o „wirusie, który wywołuje AIDS”. Przedstawienie naukowej hipotezy mediom, bez podania istotnych danych naukowych, jak zrobił Gallo, to złamanie podstawowej zasady procesu naukowego: najpierw publikacja w czasopiśmie naukowym, dyskusja, krytyka, powtórzenie badań przez innych, dopiero potem ogłoszenie tak przyjętej teorii.
Dane, które Gallo użył by skonstruować swoją hipotezę HIV/AIDS zostały opublikowane dopiero kilka dni później. Zamiast ją popierać artykuł ujawniał, że Gallo nie był w stanie wykryć rzeczywistego wirusa HIV u ponad połowy pacjentów uczestniczących w jego doświadczeniu. W rzeczywistości wykrył go jedynie u 41 % chorych na AIDS. Choć u większości wykrył przeciwciała, same one nie wskazują na aktualną infekcję, a w rzeczywistości stanowią potwierdzenie odporności na nią.
Christine Maggiore twierdzi, że publikacja Gallo nie dostarczyła wiarygodnego wyjaśnienia, w jaki sposób retrowirus mógł powodować AIDS. Gallo sugerował, że HIV niszczył komórki odpornościowe, ale 70 lat badań medycznych wykazało, że retrowirusy nie są zdolne do zabijania komórek, a Gallo nie dostarczył dowodu, że HIV – w odróżnieniu od wszystkich innych retrowirusów – jest cytotoksyczny.
Specyficzne światło na całą sprawę rzuca fakt, o którym nie wspominałbym, gdyby nie pewna istotna okoliczność: okazało się, że Gallo tak na prawdę wcale nie był odkrywcą wirusa HIV, tylko, delikatnie mówiąc, ukradł cudze odkrycie i, jak informuje Christine Maggiore, ogłosił je jako własne. W roku 1983 Dr Luc Montagnier z francuskiego Instytutu Pasteura wysłał Gallo „cząstki retrowirusa” pobrane z węzła chłonnego męskiego homoseksualisty. Trudno w to wprost uwierzyć, ale to prawda, gdyż fakt ten wywołał międzynarodową aferę. Rządy USA i Francji, w drodze negocjacji musiały rozwiązać ten problem i uznać również Montagnier'a odkrywcą tego wirusa. Okolicznością, o której wspomniałem wyżej był fakt, że homoseksualista od którego Dr Montagnier pobrał próbki nie był chory na AIDS!
Coś takiego jak test na AIDS w ogóle nie istnieje. Tzw. test na AIDS nie wykrywa, lub diagnozuje AIDS i nie może wykryć wirusa HIV, uważanego za przyczynę AIDS.

Testy ELISA i WESTERN BLOT, używane powszechnie do diagnozowania infekcji wirusem HIV, wykrywają jedynie interakcję między białkami i przeciwciałami uważanymi za specyficzne dla wirusa HIV - nie wykrywają samego wirusa HIV. W przeciwieństwie do powszechnego przekonania VIRAL LOAD TEST nie mierzy rzeczywistego poziomu wirusa HIV we krwi.

Wszystkie testy na przeciwciała HIV są wysoce niedokładne. Jedną z przyczyn jest olbrzymia ilość wirusów, bakterii i innych antygenów mogących wyzwolić w systemie immunologicznym produkcję przeciwciał również reagujących z wirusem HIV. Jeżeli przeciwciała wyprodukowane w odpowiedzi na inne infekcje i antygeny reagują z białkami HIV otrzymuje się pozytywny wynik testu. Wiele z tych przeciwciał można znaleźć u zdrowych ludzi, czasem nawet 10 lat po przebytej infekcji, wiele z nich u człowieka wolnego od wirusa HIV da fałszywie pozytywny wynik testu na przeciwciała HIV. Lista czynników cytowanych przez Christine Maggiore jako wywołujące pozytywny wynik testu na przeciwciała HIV zawiera ok. 60 pozycji.

Zagadnienie pewności czy dokładności diagnozowania wirusa HIV jest ważne nie tylko z psychologicznego punktu widzenia.

Nie chodzi jedynie o nasze samopoczucie. Władze sanitarne USA w oparciu o istniejące tam ustawodawstwo, w przypadku wykrycia u nich wirusa HIV, poddają przymusowemu leczeniu (z aborcją włącznie) ciężarne kobiety i ich nowonarodzone potomstwo. Leki używane do tego celu, u tych ostatnich powodują nieodwracalne zmiany upośledzające je na całe życie. Na wielu działaniach amerykańskich wzoruje się prawie bezkrytycznie cały świat, w tym również od pewnego czasu Polska. Skutki tego są łatwe do przewidzenia. Wcześniej czy później takie praktyki zostaną wprowadzone i u nas. Paradoksalnie zła sytuacja finansowa chroni nas przed tego typu praktykami ale na jak długo? Pytanie jest o tyle ważne, że codzienna prasa, szczególnie ta dbająca o duży zbyt, nieustannie przynosi alarmujące informacje o rozprzestrzenianiu się AIDS i wzrastającej liczbie zgonów lub zachorowań. Jednak zastrzeżenia budzą źródła, z których te informacje są czerpane oraz obawa o to czy doniesienia te nie są w sposób bezpośredni lub pośredni sponsorowane przez któryś z koncernów farmaceutycznych produkujących leki na AIDS.

autor: Adam Leszczyński 

Przypisek:

Christine Maggiore zmarła 27 grudnia 2008 roku.
Oficjalne media naturalnie rozgłosiły, że śmierć jej była spowodowana HIV.
U Christine zdiagnozowano zapalenie płuc.
Dlaczego?
Ona i jej rodzina należeli do osób, którym nie wolno było zachorować, bo każdy najmniejszy objaw interpretowany byłby jako następstwa HIV.
Christine 3-letnia córeczka zmarła w 2005 roku w dziwnych okolicznościach (podobno alergia na antybiotyk).
Każdy ze znających Germańskiej może sobie wyobrazić jaką maszynerię wprowadziło to w ruch...sądy, media, procesy...
To wszystko nie mogło przejść bez śladu na tej walecznej kobiecie.
Christina miała jeszcze synka. Całkiem prawdopodobne, że przeżyła również strach związany z utratą praw rodzicielskich...  
Prawdopodobne jest również, że Christine od śmierci swojej córeczki, czyli od 2005 roku, aż do 2008 roku,  była w aktywności biologicznego konfliktu. Na pewno zakończyła aktywność tego konfliktu, ponieważ zapalenie  oskrzeli oznacza Sensowny (celowy) Biologiczny Specjalny Program Natury oskrzeli już w fazie pcl.
Inaczej  nie pojawiłby się „stan zapalny” oskrzeli ... który spowodował zwężenie światła tego ważnego w procesie oddychania organu... biologia była tutaj, tak  jak zawsze, konsekwentna.
Poza tym Christina w tej fazie pcl „faszerowana” była różnymi medycznymi „koktailami”... (6 specified drugs, Meyer's cocktail, vitamin C, and calcium IV)

Trudno jest dzisiaj powiedzieć, co naprawdę zabiło tą dzielną kobietę; te koktaile czy wybujały przebieg fazy pcl...
Ale z pewnością nie był to HIV!

Germańskiej uczymy się dla siebie!

Program Edukacyjny przeznaczony jest dla osób spoza działalności terapeutycznej.
Naszą grupą docelową jest komórka rodzinna.
  Włączanie Germańskiej w jakąkolwiek alternatywną tzw. terapię, prowadzoną przez absolwentów naszego Programu Edukacyjnego powoduje wyłączenie z naszej społeczności Germańskiej oraz zablokowanie dostępu do naszego portalu.
Zobacz:
Naszym zadaniem jest rzetelny przekaz wiedzy Germań
skiej

Odwiedza nas 182 gości oraz 0 użytkowników.

Dystansujemy się od wszelkich ugrupowań czy terapeutów "stosujących" w swojej  działalności gospodarczej wiedzę Germańskiej. Dziś nie jest możliwe prowadzenie terapii zgodnie z wiedzą Germańskiej, a więc powoływanie się sog. terapeutów czy lekarzy na tę wiedzę służy wyłącznie zwiększeniu liczby własnych pacjentów.

Nic Ci nie dolega?
Tym lepiej!!
Zacznij naukę już teraz!
Tylko w porę zdobyta wiedza umożliwia świadome korzystanie z
Germańskiej Heilkunde.
Jak zostaniesz postawiony przed groźnie brzmiącą diagnozą, będzie Ci ciężko zacząć się uczyć...

Dostępne materiały z seminarium