krokus  

Nomenklatura

Aby uniknąć nieporozumień, należy szczególnie starannie zająć się dokładnym wyjaśnieniem terminologii, jaką posługuje się Germańska Heilkunde. Ażeby zrozumieć jej prawidłowości i móc ją praktycznie stosować (ze wszystkimi diagnostycznymi, terapeutycznymi, jak i ogólnoludzkimi konsekwencjami) musi być koniecznie spełniony warunek myślenia systemowego. Zadaniem niniejszego artykułu jest wyjaśnienie tych zagadnień.

Nomenklatura dotychczasowej medycyny szkolnej, oparta o dogmatyczne hipotezy, nie jest w stanie rozróżnić faktu od hipotetycznej prognozy. Z tego powodu nie możemy jej przejąć w żadnym przypadku (przynajmniej w znacznej jej części). Germańska Heilkunde potrzebuje więc nowej nomenklatury, nowej terminologii - zupełnie NOWEGO języka! Jest ona czysto empirycznym, na wskroś logicznym, pozbawionym jakiejkolwiek hipotezy systemem, którego słuszność można udowodnić z ogromnym prawdopodobieństwem. Germańska nie podważa większości wyników badań medycyny szkolnej, ale neguje sposób ich kojarzenia oraz ich przyporządkowania.

Zupełnie inaczej rzecz ma się z diagnozą. W niej zawsze zawarta jest ocena wyników badań. I tak np. jeżeli  diagnoza brzmi: "przerzuty", to w niej zawarta jest nieudowodniona i fałszywa hipoteza, że wszelkie znalezione "wtórne nowotwory" są "przerzutami" nowotworu pierwotnego. Germańska nie zaprzecza faktom istnienia drugiego, czy następnego nowo-"tworu", zaprzecza tylko wzajemnemu powiązaniu faktów ich występowania (dla medycyny szkolnej nie podlega to wątpliwości). Kiedyś postawiono pewne hipotezy - wskutek niewiedzy o przyczynach powstawania "chorób" - i z upływem czasu, w następstwie przyzwyczajenia, zaczęto uważać je za prawdę, bez sprawdzenia ich słuszności. Z powodu niemożności wyjaśnienia pochodzenia choroby, powstało wiele takich hipotez. Do nich należy np. wyjaśnienie, kiedy i w jakich warunkach tworzą się nagle ze "zdrowych", czy "niezłośliwych" mykobakterii, "chore", albo "złośliwe". Mykobakterie same w sobie są bowiem zawsze identyczne. Naturalnie z takich roboczych hipotez wynikają pewne konsekwencje mimo tego, że również one nigdy nie zostały naukowo udowodnione. Do nich należy również pojęcie tzw. "przerzutu".

Przykład: wskutek nagłej choroby dziecka matka doznaje DHS®. Po trzech miesiącach pobytu w szpitalu zdrowe dziecko zostaje wypisane do domu. Po tym wydarzeniu matka znajduje w swojej lewej piersi guz gruczołu mlecznego o wielkości zaledwie 1,5 cm. Zostaje poinformowana przez lekarza o konieczności amputacji całej piersi. W myśl medycyny szkolnej istnieje bowiem niebezpieczeństwo rozprzestrzeniania się złośliwych komórek nowotworowych na całym przylegającym obszarze, czy wręcz przemieszczenie się ich poprzez krew, co może być powodem dalszych "przerzutów". W celu całkowitego unieszkodliwienia wszystkich tych złośliwych komórek nowotworowych oraz w celu uniknięcia dalszego ich rozmnażania, pacjentka musi poddać się chemioterapii.

W obliczu tej szokującej diagnozy i oczekujących pacjentkę zabiegów oraz ich ewentualnych skutków, jak i w obliczu prognozy długotrwałego procesu leczenia, może ona doznać następujących DHS® -ów:

  • Biologiczny konflikt "oszpecenia": powoduje czerniaka skóry w okolicach blizny po operacji lewej piersi.

  • Biologiczny konflikt typu "utrata własnej wartości" powoduje rozmiękanie kości żeber w okolicach lewej    piersi (w tym miejscu "nie jestem nic warta", "nie jestem do niczego przydatna", w tym miejscu "straciłam na znaczeniu").

  • Biologiczny konflikt, przeżyty jako atak przeciwko lewej stronie klatki piersiowej wskutek operacji, powoduje śródbłoniaka opłucnej lewego płuca.

  • Biologiczny konflikt typu "strach przed śmiercią" powoduje koliste ogniska w płucach (gruczolakorak).

W krótkim czasie po wystąpieniu konfliktu(ów), w odpowiadających im narządach można zauważyć pierwsze zmiany organiczne: czerniak skóry i koliste ogniska w płucach, oraz (ponieważ dziecko w międzyczasie wyzdrowiało) "daleki przerzut" w prawej, bocznej części mózgu, co jest niczym innym jak HH® (Ogniskiem Hamera) w fazie pcl. Rozmiękanie kości żeber oraz wylew do opłucnej daje się dopiero wówczas zauważyć, gdy dojdzie do ustania aktywności konfliktu (CL).

Ponieważ część domniemanych "przerzutów" wystąpiła w okolicy usuniętej piersi, zakładano do tej pory (hipoteza robocza), że komórki nowotworowe musiały tutaj po prostu "przewędrować". Nazwano je dlatego "bliskimi przerzutami". Jeżeli dodatkowo zostało odkryte np. w mózgu - do tego przyporządkowane - HH® , to zakładano, że złośliwe komórki nowotworowe "musiały" przypłynąć do niego w naczyniach krwionośnych i nazywano je wówczas "dalekimi przerzutami". W międzyczasie stworzono z tej hipotezy dogmat, mimo, że nikomu dotychczas nie udało się stwierdzić obecności nawet jednej jedynej komórki nowotworowej we krwi tętniczej.

Zadziwiający jest fakt, że te "złośliwe komórki nowotworowe" rozwijają - w miejscu, do którego "przywędrowały" - rodzaj nowotworu należący do tego miejsca z odpowiednią dla tego miejsca strukturą histologiczną. W większości przypadków musiałyby one po drodze przejść metamorfozę! I to "potwierdziły" następne hipotezy, np. następująca: ażeby była możliwa "przemiana" tych złośliwych komórek nowotworowych, muszą one być wyposażone w mózg, który je dokładnie poinstruuje o tym, jaki rodzaj histologicznej struktury muszą budować w nowym miejscu.

Przy martwicach i owrzodzeniach mamy jeszcze większą trudność w rozumieniu fenomenu medycyny szkolnej: jak to jest możliwe, żeby "złośliwe komórki" zostały "wysłane", skoro mamy do czynienia z ich brakiem (przy owrzodzeniach występuje zanik komórek). W tym wypadku szukano "pierwotnego nowotworu", typu nowotworu pnia mózgu (następna hipoteza), który pełniłby funkcję "pierwotnego ogniska". Poza tym nikt nie zauważył faktu, że martwice i owrzodzenia niektórych narządów (np. wrzody żołądka) najpierw były "niezłośliwe" i dopiero w miarę przyrostu komórek (faza pcl) stawały się "złośliwe". I tak np. z łagodnego - od biedy nazywanego "przerzutem" - rozmiękania kości, zrobił się, według tej hipotetycznej konstrukcji, bardzo "złośliwy" mięsak kościopochodny (osteosarcoma parosteale).

Jeżeli pacjent, dzięki Germańskiej Heilkunde, zrozumie co dzieje się w jego organizmie i dlaczego, to nie będzie się bał tej przerażającej ilości hipotez o niepojętych, bezsensownych zjawiskach i dlatego też (w większości przypadków) nie dostanie żadnych następnych nowotworów. W ten sposób ma większą szansę przeżycia tego specjalnego programu natury.

Szczególnie duża rozbieżność panuje pomiędzy prognozami stawianymi przez medycynę akademicką i Germańską. W Germańskiej Heilkunde trzeba się liczyć ze skutkami, jakie może wywołać głośne wypowiedzenie prognozy przez lekarza. W chwili przekzania jej pacjentowi dochodzi u niego do wielu nowych szoków konfliktowych (DHS®), co bardzo często potwierdza później początkową prognozę medycyny szkolnej. Ten fenomen został udowodniony na niezliczonych przypadkach chorobowych. Dlatego też ostrożne informowanie pacjenta o stanie jego zdrowia jest bardzo istotną rzeczą.

Dlatego też trzeba pacjentowi wytłumaczyć system Germańskiej Heilkunde. Jeżeli zrozumie on, jaką ma "chorobę" i dlaczego na nią "zachorował", to żadna diagnoza, czy też prognoza, nie będzie dla niego straszna. To uchroni go przed przeżyciem nowych konfliktów z "przerzutami" i będzie miał on większą szansę na powrót do zdrowia.

Nasi pacjenci tylko dlatego przeżywali w przeszłości nieopisany strach, ponieważ wierzyli słowom lekarzy, wierzyli w nieobliczalność raka i w istnienie tzw. "przerzutów". Nigdy nie zapomnę przerażonych oczu biednych pacjentów Kliniki Uniwersyteckiej w Heidelbergu, kiedy poważny lekarski autorytet - wielki szef profesor, podczas wizyty brutalnie komunikował pacjentowi: "przykro mi, tutaj niestety nie możemy już nic więcej zrobić, wkrótce Pan umrze, ... ale postaramy się o to, żeby nie musiał Pan odczuwać bólu". Po wypowiedzeniu takiej "prognozy" pacjenci wpadali w totalną panikę. Nie jedli więcej i nie pili (nie mogli, tak czy owak, z powodu działania morfiny, którą dostawali dla uśmierzenia bólu) i umierali w przeciągu krótkiego czasu. Z punktu widzenia mojej obecnej wiedzy, połowa tych pacjentów wykazywała już tylko symptomy fazy wagotonicznej. Bardzo wielu z nich (gdyby się niczego nie robiło - oczywiście również nie wywoływało u nich żadnej paniki) wyzdrowiałoby bez niczyjej pomocy, spontanicznie.

Na istnienie tego fenomenu wskazuję już od roku 1981, ale dopiero w 1989 roku Pan U. Abel z Heidelbergu w swojej książce pt. "Cytostatyczna terapia postępujących nowotworów nabłonkowych" po raz pierwszy wyraził przekonanie, że w statystycznych studiach (porównania kontyngentów) należałoby również uwzględnić takie terapeutyczne przypadki, w których nie miała miejsca żadna terapia. Takich badań domagałem się już dawno. Wiele nowotworów ukazuje się w zupełnie nowym świetle, jeżeli przyporządkujemy je do trzech embriologicznych listków zarodkowych.

Odkąd wiemy, że nie wszystko, co powoduje przyrost komórek, jest nowo-"tworem" - ukazuje się nam możliwość postawienia zupełnie innej prognozy.

Przykład: "nowotwór oskrzeli" jest w rzeczywistości następstwem wrzodu błony śluzowej oskrzeli. Do tej pory był on traktowany jako "nowotwór oskrzeli", co właściwie było niedodmą (przynajmniej przemijającą), która stanowiła już fazę wagotoniczną wrzodów (powstałych w fazie aktywnej konfliktu) w której to tylko wskutek obrzęku błony śluzowej (wypełnianie ubytków spowodowanych owrzodzeniem) zmniejszało się światło oskrzela.

Tym samym jest każdy silny kaszel - a mianowicie: obrzękiem błony śluzowej w fazie wagotonicznej po owrzodzeniu oskrzeli, spowodowanym dokładnie określoną odmianą konfliktu związanego z odczuciem "strachu w obliczu niebezpieczeństwa nadchodzącego z przeciwka".

Nie należy się dziwić, że w obliczu tego różnorodnego rozumowania, porozumienie pomiędzy medycyną akademicką i Germańską Heilkunde jest bardzo trudne, jeżeli wogóle możliwe. Germańska znalazła nowe nazewnictwo, wolne od obciążeń nomenklatury medycyny szkolnej z przynależnymi do niej diagnozami i prognozami. W naturze, w biologii, nie ma podziału na zjawiska złośliwe albo niezłośliwe. Natura porusza się zawsze w sensownym kierunku.  Również przy zjawiskach dla nas niezrozumiałych, działa ona zawsze celowo, dąży do zakończenia problemu. Właściwy błąd dzisiejszej medycyny polega na domniemaniu, że wydaje jej się, iż musi poprawiać naturę, jak gdyby natura o czymś zapomniała, jakby była zwyrodniała, czy zrobiła jakiś błąd, czy wręcz wpadła w szał.

Rzeczywistość jest inna: tylko człowiek w swojej głupocie wpada w szał, ale nie nasza Matka Natura. Z tego powodu nie ma w "Germańskiej" takich określeń jak "złośliwy", czy "niezłośliwy". W Germańskiej nie ma żadnych "przerzutów" tylko następne nowo-"twory" itd. Nie ma w niej żadnych "guzów mózgu", tylko Ogniska Hamera (HH®) w konstelacji tarcz strzeleckich, albo z obrzękiem mózgowym, czy przyrostem glejowej tkanki łącznej po przeżyciu konfliktolizy. Nie ma żadnych "chorób infekcyjnych", tylko faza wagotoniczna po aktywnej fazie konfliktu z odpowiednią do niej lokalizacją HH w mózgu i odpowiadającą jej również manifestacją w narządzie, w formie "nowotworu", albo innego wydarzenia "nowotworowo"- podobnego, przy współudziale niezbędnych mikrobów.

W Germańskiej Heilkunde mamy natomiast: DHS® (DIRK-HAMER-SYNDROM = Zespól Dirka Hamer'a), który jest początkiem biologicznego konfliktu . Mamy teraz CL® (konfliktolizę), oznaczającą początek fazy wagotonicznej oraz Kryzys Epileptyczny, albo Epileptoiczny w krytycznym punkcie fazy wagotonicznej. Wszystko to jest sprawdzalne i z góry możliwie do wyliczenia (naturalnie oprócz DHS®, który trafia nas nieoczekiwanie, jak przysłowiowy "grom z jasnego nieba"). Najważniejsze określenia w Germańskiej Heilkunde, są  krótko zdefiniowane w dalszej części niniejszego portalu.

Germańskiej uczymy się dla siebie!

Program Kształcenia w Germańskiej Heilkunde przeznaczony jest dla osób spoza działalności terapeutycznej.
Naszą grupą docelową jest komórka rodzinna.
  Włączanie Germańskiej w jakąkolwiek alternatywną tzw. terapię, prowadzoną przez absolwentów naszego Programu Edukacyjnego powoduje wyłączenie z naszej społeczności Germańskiej oraz zablokowanie dostępu do naszego portalu.
Zobacz:
Naszym zadaniem jest rzetelny przekaz wiedzy Germań
skiej

Odwiedza nas 77 gości oraz 0 użytkowników.

Dystansujemy się od wszelkich ugrupowań czy terapeutów "stosujących" w swojej  działalności gospodarczej wiedzę Germańskiej. Dziś nie jest możliwe prowadzenie terapii zgodnie z wiedzą Germańskiej, a więc powoływanie się sog. terapeutów czy lekarzy na tę wiedzę służy wyłącznie zwiększeniu liczby własnych pacjentów.

Nic Ci nie dolega?
Tym lepiej!!
Zacznij naukę już teraz!
Tylko w porę zdobyta wiedza umożliwia świadome korzystanie z
Germańskiej Heilkunde.
Jak zostaniesz postawiony przed groźnie brzmiącą diagnozą, będzie Ci ciężko zacząć się uczyć...

Dostępne materiały z seminarium