krokus  

Rozgraniczenie Germańskiej Heilkunde od psychologii

Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy, rozwinął obszerny teoretyczny system dotyczący przyczyn powstawania i leczenia zaburzeń psychicznych. Swoich teorii, takich jak teoria libida, czy teorie seksualne, nie mógł poprzeć wynikami obserwacji mózgu i narządów, a już zupełnie nie był w stanie przeprowadzić kontroli ich poprawności. Z tego powodu mieszają się u niego, jak i u jego uczniów, prawidłowe obserwacje (np. dotyczące podświadomości) z półprawdami i całkowicie błędnymi interpretacjami. Duch (odczucia) jest u niego czymś całkowicie odłączonym od ciała i mózgu, a jej właściwości są kształtowane od momentu narodzenia i zrozumienie tego procesu wymaga zastosowania skomplikowanych teorii.

Archaiczne biologiczne konflikty krzyżują się jednak tylko w zagadnieniach peryferyjnych (np. konflikt w zawieszeniu) z tymi przez lata budowanymi konfliktami psychologicznymi. Konflikty biologiczne są zupełnie innej natury, tak że tylko pozornie mówi się o tym samym zjawisku, gdy psychologowie mówią o psychice, albo o konfliktach.

Dotychczas psychologia postępowała jak następuje:
nie szukano ani ostrych konfliktów, ani czegoś w rodzaju DHS®, równie niewiele znany był mechanizm uderzania tego krytycznego, ostrego, dramatycznego przeżycia szokowego, jak i specjalny rodzaj odczuć, których pacjent w tym momencie doznawał. Uważano, że konflikty narastają w przeciągu długiego czasu i dlatego przyczyn występowania konfliktów i zaburzeń szukano w biografii pacjenta. W przeszłości traktowano narastające przeżycia psychiczne za istotną przyczynę występowania konfliktów. Były to jednak konflikty natury psychologicznej, ale już np. przy diagnozowaniu konfliktu związanego z wodą (np. wywrócenie się łodzi podczas burzy) cała przeszłość pacjenta jest bez znaczenia. Płaszczyzny konfliktu psychologicznego i biologicznego są zupełnie inne, nawet jeśli krzyżują się one w niektórych elementach. Musimy być cały czas świadomi tego, że zwierzęta również mogą przeżyć konflikty biologiczne!

W psychologii nie klasyfikuje się wiele przeżyć jako konflikt. Do "konfliktów" zalicza się w psychologii np. utratę członka rodziny, albo rozpad małżeństwa. Ale że jednym jedynym słowem (np. "świnia") można wywołać konflikt biologiczny, że można takim słowem wywołać raka, uważa się za rzecz nieprawdopodobną.

Mój argument - który mówi, że o konflikcie biologicznym można mówić tylko wówczas, gdy szok uderzy niezmiernie dramatycznie i nieoczekiwanie oraz że jest on przeżyciem, na które osobnik nie był przygotowany, a więc został zaskoczony tym przeżyciem w najmniej oczekiwanym przez niego momencie - wyśmiewano.

Miałem pacjentkę, która utraciła w krótkim odstępie czasu czworo swoich krewnych (ojciec, brat, matka i wujek) i nie doznała przy tym żadnego biologicznego konfliktu. Zdawała sobie bowiem sprawę już przed ich zgonami, że nie może im w żaden sposób pomóc. Dopiero, kiedy otworzono testament i pacjentka dowiedziała się, że to nie ona otrzyma obiecaną jej przez wujka w spadku antyczną skrzynię, tylko jej siostra, to tak ją to dotknęło, że przeżyła DHS® z konfliktem biologicznym. Z takim rozwojem wydarzeń wcale się nie liczyła. Zachorowała na raka trzustki. Przypadek ten omówiłem już dokładniej na początku niniejszej pracy (niniejszy artykuł pochodzi z książki "Vermächtnis einer Neuen Medizin").

Znalezienie zależności w powstawaniu raka było dlatego tak trudne, ponieważ nie potrafiono rozróżnić fazy aktywnej konfliktu z jej symptomami od fazy wagotonicznej po konfliktolizie. Każda z tych faz charakteryzuje się zupełnie innym stanem psychicznym! Stosowanie zawsze tego samego kryterium - przyrost komórek w różnych rodzajach guzów, np. rak jelita, guzy jajników oraz przy mięsaku kościopochodnym - powoduje, że bada się, przy użyciu wspólnego mianownika, różne fazy "chorobowe" oraz zupełnie różne objawy. Wynikało to z braku wiedzy o Ontogenetycznym Systemie Nowotworów. Nie rozróżniano również pomiędzy - psychologicznie biorąc - pierwotnymi zachorowaniami i zachorowaniami wtórnymi, czy nawet starymi, zagojonymi nowotworami, odkrytymi ponownie często tylko przez przypadek. Z tego powodu wyniki wielu badań są bezsensowne.

Do tego dochodzi jeszcze jeden ważny fakt: przy obecnym stanie wiedzy Germańskiej Heilkunde, nie należy poddawać pacjenta ogólnej psychoterapii, ponieważ w pierwszej kolejności musi on doprowadzić do realnego ustania aktywności swojego biologicznego "problemu". Dodatkowa porcja "energii", w którą pacjent zostaje wyposażony przez aktywny biologiczny konflikt poprzez sympatykotoniczne "stresowe" unerwienie, jest skonstruowana przez naturę w tym celu, aby osobnik mógł osiągnąć konfliktolizę przy pomocy tej dodatkowej "energii". Dlatego też, wszelkie rodzaje terapii psychologicznej są niewłaściwe, jeżeli nie uwzględniają powyższego mechanizmu, omijają go, albo próbują nawet doprowadzić do jego przerwania. Konieczność postępowania tutaj z dużą ostrożnością wyjaśniam następująco:

Przede wszystkim musimy ustalić dokładnie, kiedy i w jaki sposób nastąpiło uderzenie DHS®u, dokładnie w jakiej fazie jakiego konfliktu, pacjent się znajduje, ażeby wspólnie z pacjentem zrobić to, co nazywam indywidualną, specyficzną i dopasowaną do przypadku terapią biologiczną. Niestety, psycholodzy nie posiadają odpowiedniego medyczno-biologicznego przygotowania do przeprowadzenia takiego psychiczno - narządowego "śledztwa". Te braki mogą spowodować w wyjątkowych przypadkach nawet śmierć pacjenta; a mianowicie wówczas, gdy konflikty, bez brania pod uwagę czasu ich trwania, zostaną nagle doprowadzone do konfliktolizy. W tym momencie mogą nastąpić w płaszczyźnie organicznej i mózgowej bardzo niebezpieczne reakcje. Jeżeli np. przy pomocy pracowitego psychologa, pacjent zakończy aktywność konflikt typu "utrata rewiru", który trwał w aktywności przez wiele miesięcy, to po pewnym czasie, w momencie kryzysu epileptoicznego, który jest momentem kulminacyjnym fazy wagotonicznej, doznaje on zawału serca. Zawał serca występuje niespodziewanie i kończy się często śmiertelnie. To samo dotyczy innych, długo trwających konfliktów, których aktywnośś nagle ustała, powodując różne dolegliwości mózgu, jak: bóle głowy, nadmierny ucisk na mózg podczas powstawania obrzęku mózgu itp.

Istnieje wiele rodzajów długotrwałych konfliktów, których nie wolno nam doprowadzać do konfliktolizy, ponieważ pacjent nie przeżyje, następującej po konfliktolizie, fazy wagotonicznej. Jeżeli natomiast zostawi się je w stanie aktywności, to często pacjent może prowadzić zupełnie normalne życie, mimo tej aktywności. Najwyżej jest on bardzo szczuply i żyje przy obecności ciągłego ryzyka wejścia w konstelację schizofreniczną (przy konfliktach nowego mózgu).

Germańską Heilkunde można było odkryć w różnoraki sposób. Np. analizując embriologicznie przyporządkowanie określonych narzadów do tego, albo innego listka zarodkowego, albo porównując histologię różnych grup narządów. Badaczowi musiałoby się nasunąć, że zawarty jest w tym jakiś system. Możliwe było również odkrycie praw Germańskiej Heilkunde na podstawie wyników badań etologicznych, albo podczas analizy lokalizacji ośrodków sterowania w mózgu, do których były przyporządkowane grupy organów, jak np. w przypadku homunculus.

Wskutek śmierci mojego syna i oraz własnego zachorowania na raka przez przypadek rozpocząłem badania nad bezpośrednimi następstwami ostrego konfliktu, co dla  klinicznego lekarza z prawdziwego zdarzenia, za jakiego zawsze się uważałem, było samo przez się zrozumiałe. Na tej drodze badawczej, częściej był konfrontowany z psychologiem, jak z psychosomatykiem.

Przypominam sobie radiologa z kliniki w Oberaudorf, który studiował kilka semestrów psychologii. Podczas wygłaszania referatu przed ówczesnymi kolegami, ażeby im wyjaśnić, że ostre i dramatyczne konflikty mogą wywołać raka, radiolog ten powiedział: "To wszystko jest niekończącym się nonsensem. W psychologii nie ma czegoś takiego." Na szczęście sam miałem kilkuletnie neurologiczne, psychiatryczne i kliniczne doświadczenie, dlatego nic sobie z tej wypowiedzi nie robiłem.

Rzeczywistość nie musi się dopasowywać psychologicznym teoriom, tylko odwrotnie: jeżeli medycyna uzurpuje sobie miano nauki przyrodniczej, to eksperyment należy do podstawowych metod jej badań. W tym sensie nasza psychologia choruje na teoretyczne konstrukcje, które niestety mają tę wadę, że nie odzwierciedlają rzeczywistości. Dzisiejszej psychologii brakuje nie tylko medycznej wiedzy, lecz również medycznej praktyki. A lekarze natomiast traktują siebie jako lekarzy wyłącznie od narządów. Odczucia zostawia się psychologom. My wiemy jednak, że istoty żywej nie można w takim sensie dzielić.

W 1926 roku, E. Evans i LeShan podjęli próbę leczenia pacjentów chorych na raka przy pomocy dociekań, gruntownych badań rozwoju ich osobowości. Przy tej próbie "Zrozumienia błędnego rozwoju osobowości pacjenta" (Mars, Fritz Zorn 1977) doszło do najwymyślniejszych spekulacji ze strony leczących, kiedy próbowano leczyć pacjenta z tzw. chłoniakiem złośliwym, ale zamiast go wyleczyć, pogłębiano jeszcze  u niego chorobę. Chłoniak złośliwy jest, jak wiemy z Germańskiej Heilkunde, niezłośliwym obrzękiem węzłów chłonnych w fazie wagotonicznej. Jak widać, medycy i psychoanalitycy, dokładniej psychologowie, dążą w swej pracy niekoniecznie do tego samego celu. Przy czym psycholog traktuje diagnozę lekarza jako niepodważalną i prezentuje ją dalej pacjentowi. Przypuszczano hipotetycznie, że chorobę nowotworową można pojmować jako wynik wpływów psychosocjalnych oraz osobowości pacjenta. (Engel 1954, Grinker 1966, Bahnson 1966,1969, 1979, Baltrusch 1975, Schmale 1977, Fox 1978).

Engel (1961) badał wpływ utraty kosztownego, albo drogiego obiektu (jak np. bardzo bliskiej osoby, kosztownego dobytku, miejsca pracy, ojczyzny, ideału, albo części ciała itd.) oraz wynikającego z tego faktu odczucia smutku na rozwój raka. Badania tego typu mają typowo psychologiczny charakter i mają niewiele wspólnego z konfliktami biologicznymi. Utratę w sensie biologicznym można odczuć tylko w stosunku do człowieka albo w stosunku do osobnika tego samego gatunku. Ale również w takim przypadku ważne jest, czy utrata krewnego odczuta została w sekundzie uderzenia DHS®, jako konflikt typu "utrata". Równie dobrze osobnik może takie przeżycie odczuć jako konflikt typu "rewir" (dziedziczenie gospodarstwa), albo wcale nie przeżyje takiej utraty jako konfliktu biologicznego, jeżeli liczył się już z możliwością zgonu tego krewnego. Jeżeli natomiast utrata nastąpi podczas kłótni, to u kobiety może powstać zamiast raka jajnika, rak piersi. Jeżeli takiej utracie towarzyszy poczucie rozłąki, to przy konflikcie biologicznym z DHS®-em powstaje paraliż sensoryczny, albo (w zależności od tego, czy konflikt dotyczy dziecka, matki, albo partnera) w lewej, lub prawej piersi rakowe owrzodzenie dróg mlecznych, którego w fazie ca początkowo się nie zauważa. Strona, po której narząd zostaje dotknięty zależy od prawo- albo leworęczności kobiety. Jeżeli utrata dotyczy ogniska domowego, czy własnego domostwa, to możemy mieć do czynienia z biologicznym konfliktem typu "utrata rewiru", albo konfliktem "uciekiniera", którym towarzyszy rak kanału zbiorczego nerki w fazie ca. Jeżeli pacjent utraci jeszcze do tego cały swój majątek, to może przeżyć biologiczny konflikt typu "strach przed wygłodzeniem". Wszystkim przeżyciom musi naturalnie towarzyszyć DHS®.

Jak widać, leży pomiędzy nami przepaść! Zwierzę, u którego pięć praw biologicznych również znajduje zastosowanie, przeżywa "utratę kęsa" zupełnie inaczej, jak utratę bliskiego mu osobnika tego samego gatunku.

Podobnie badania psychologiczne, mające na celu sprawdzenie, czy głęboki żal jest chorobą (Engel 1977) i czy zaniechanie starań, aby pokonać smutek, może doprowadzić do stanu bezradności i beznadziejności, mają czysto teoretyczny i spekulacyjny charakter i nie mają nic wspólnego z biologiczną rzeczywistością.

Zwykła żałoba po śmierci bliskiego krewnego, bez wywołania DHS®, nie jest naturalnie żadną chorobą, tylko zupełnie normalnym stanem. Jeżeli jednak równocześnie doszło do DHS® z konfliktem typu "rewir" podczas patu hormonalnego, to pacjent przeżywa konflikt typu "rewir" z prawdziwą depresją. Podobne symptomy wystąpią u młodej, leworęcznej pacjentki, która przeżyła DHS® z seksualną treścią konfliktową. Bezradność i beznadziejność są szerokimi określeniami, które jednak nie posiadają znaczenia biologicznego, mimo, że zostają zwykle włączone w proces analizowania depresji.Wskazuję, że wszystkie te psychologiczne badania oraz ich domniemane, albo faktyczne wyniki, nie mają znaczenia biologicznego.

Ciekawe są badania przeprowadzone przez Green'a (1954, 1956, 1958, 1966) na 132 pacjentach chorych na białaczkę i obrzęk węzłów chłonnych. Wydawało mu się, że odkrył przyczynę tych zachorowań, a mianowicie odkrył, że zachorowania te występują, jeżeli pacjent jest konfrontowany z jednym albo wieloma odczuciami utraty i rozłąki i w następstwie zostaje sparaliżowany strachem, wściekłością i beznadziejnością.

Białaczka jest jednak, według Germańskiej Heilkunde, fazą wagotoniczną po przeżyciu biologicznego konfliktu typu "utrata poczucia własnej wartości". Dotyczy to również chłoniaka, a dokładniej, w płaszczyźnie narządowej, fazy wagotonicznej po przebytym zaniku kości, albo martwicy węzłów chłonnych. Wprawdzie w fazie tej pacjent odczuwa często silne bóle okostnej, które psycholog może zinterpretować jako stan wściekłości, ale poza tym pacjent czuje się zmęczony i słaby, co z kolei psycholog może interpretować jako stan beznadziejności. Poza tym jednak czuje się on dobrze, ma apetyt i dużo śpi. Przynajmniej tak długo, jak długo nie wprowadzi go się w panikę, którą psycholog zinterpretuje z kolei jako "strach". Psycholog, jako medyczny laik, nie potrafi odróżnić wagotonii od stanu beznadziejności. Na jego usprawiedliwienie trzeba powiedzieć, że badani pacjenci znajdują się wtedy zazwyczaj w maszynerii chemioterapii, która dodatkowo ma wpływ na wywołanie paniki u pacjenta, jak również trzeba uwzględnić objawy spowodowane trującymi cytostatykami.

Jedno ze znanych badań epidemiologicznych wykazało, że Japonia odnotowuje najmniejszą liczbę zachorowań na raka piersi. Natomiast u Japonek, które wyemigrowały do USA rejestruje się 4 razy większą ilość zachorowań na raka piersi, ale za to dużo mniejszą liczbę zachorowań na raka żołądka. W przeszłości tłumaczono to przyczynami rasistowskimi, albo złym odżywianiem. Dzisiaj jednak nikt w to już nie wierzy.

Również niespecyficzne badania nad wpływem stresu na powstawanie raka, mieszają przyczynę ze skutkiem, gdyż jak wiemy, wszyscy pacjenci znajdujący się w fazie ca, są w stresie (ciągły stres spowodowany rytmem ciągłego dnia).

Wskazuję na różnicę pomiędzy Germańską Heilkunde, a rozumieniem raka w sensie psychologicznym na podstawie przykładu L. LeShana, Stuttgart 1993. Autor jest psychoterapeutą. W wyniku analizy testów i wywiadów przeprowadzonych z około 500 pacjentami, autor dochodzi do konkluzji, że wszyscy pacjenci chorzy na raka posiadają określone czynniki osobowości, które sprzyjają zachorowaniu na tę chorobę. Na podstawie wiedzy Germańskiej Heilkunde możemy z pewnością powiedzieć, że wnioski takie ukazują zniekształconą prawdę. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że pacjenci ci przeżyli w konsekwencji swoich doświadczeń wiele konfliktów i dalej konsekwentnie, doznali wielu nowotworów. Celem LeShana jest znalezienie określonej "rakowej osobowości" pacjenta. W swoich przypuszczeniach idzie on jednak za daleko. Osobowość wszystkich pacjentów chorych na raka jest podobna, ale nie przed wystąpieniem choroby, lecz w trakcie jej przebiegu.

"Człowiek chory na raka ma specyficzne psychologiczne predyspozycje, które ułatwiają zachorowanie na raka i które utrudniają mu podjęcie walki o własne życie, w momencie odkrycia złośliwego nowotworu" (str. 13).

Z przykładów pacjentów, którzy przeżyli jego terapię, wnioskujemy, że miał on do czynienia z chorymi na raka węzłów chłonnych, na chorobę Hodgkina, albo guzy mózgu. Według Germańskiej Heilkunde byli więc to pacjenci, którzy znajdowali się już w fazie pcl.

Typowo psychologiczną wymowę ma również następujący wniosek końcowy: na makabryczne pytanie: "Co zamierza Pan/Pani teraz przedsięwziąć?" pacjenci patrzyli na lekarza ze zdziwieniem i osłupieniem. Z tego zachowania LeShan wywnioskował, że pacjenci nie są w stanie aktywnie bronić swoich potrzeb, życzeń i uczuć. Przypuszczalnie mamy tutaj do czynienia z drugorzędnymi fenomenami - ja sam, w toku swoich badań, nie spotkałem się nigdy z pacjentami, którzy przed zachorowaniem znajdowaliby się w stanie beznadziejności, którym brakowałoby wiary w siebie itp. Założenie, że istnieje rakowa osobowość, uważa on za zgubne. Czasami podobne "obrazy pacjentów" są spowodowane sympatykotonią, albo wagotonią, które bardzo mocno wpływają na fenotyp pacjenta.

LeShan z pewnością jednak wyczulił świadomość ogółu na możliwość istnienia psychicznych przyczyn powstawania raka. Niestety nie udało mu się dojść do sedna sprawy, ponieważ nie brał pod uwagę różnic pomiędzy poszczególnymi konfliktami i przyczyn szukał tylko w historii rozwoju osobowości pacjenta. Pomijając już fakt, że nie brał w ogóle pod uwagę procesów organicznych i mózgowych.

Odgraniczenie od psychosomatyki

Profesor Thure von Üxküll z Giessen, mój nauczyciel, którego byłem asystentem, napisał obszerną pracę o psychosomatyce. W pracy tej omawia on marginesowo proces sympatykotonii i wagotonii. Omawiając te zaburzenia mówi on o "wegetatywnej dystonii". Psychosomatyka ma z pewnością dobre zamiary i przy wielu zagadnieniach wyciąga słuszne przypuszczenia. Przemilczenie jej wkładu w poszukiwanie powiązań pomiędzy odczuciami i narządem byłoby bardzo niesprawiedliwe. Niestety, nie można efektywnie pracować posługując się wiedzą psychosomatyki, ponieważ nie dostarcza ona jednoznacznych powiązań, tak, jak są one opisane w Germańskiej heilkunde.

Z zasady psychosomatyka zajmuje się tylko takimi zachorowaniami, przy których rzekomo chronicznie występujący konflikt prowadzi, poprzez wegetatywny system nerwowy, do zmian na organie. Aby wykryć, te prowadzące do określonej choroby chroniczne konflikty, posługuje się ona metodą psychoanalizy. Nic zatem dziwnego, że dotychczas daremnie próbowano znaleźć połączenia między konstelacjami konfliktowymi, a dolegliwością. Przyznaje sama, że nie znalazła dotychczas żadnej zwartej reguły odnośnie wyboru dotkniętego zmianami organu. Wybuch płaczu towarzyszy, według niej, napadowi astmy. Podwyższone ciśnienie krwi towarzyszy hamowaniu wybuchu złości, wrzody żołądka trwałemu konfliktowi pomiędzy tendencjami agresji i ucieczki.

Przykłady te mogą służyć zilustrowaniu, jak dalece psychosomatyka oddalona jest od Germańskiej Heilkunde. Stało się tak dlatego, ponieważ zbliżyła się ona za bardzo do psychologii, zamiast pójść w kierunku biologii i etologii naczelnych. Bez końca dyskutowano o znaczeniu stresu, czy na temat badań dotyczących stresu, ale nie zauważono, że stres jest tylko następstwem DHS®-u i symptomem fazy aktywnej. W znanych podręcznikach psychosomatyki (Bräutigam, Christian, vom Rad) nie wspomina się nawet o sympatykotonii. Ja stałem być może za mocno na obszarze nauk przyrodniczych, żeby uwzględnić w mojej pracy również psychosomatykę. Uważam, że psychosomatyka nie zajmie w przyszłości miejsca obok Germańskiej Heilkunde, bowiem zostanie uzupełniona o biologiczne prawa Germańskiej  i tym samym przez nią wchłonięta.

Grossart-Maticek ("Krankheit als Biographie", 1976) skarży się na badaczy psychosomatycznych, którzy szukają przyczyn powstawania raka: "Naukowcy nie znaleźli dotąd żadnej metody, przy pomocy której można by określić różnice pomiędzy konfliktami psychosocjalnymi przed zachorowaniem i zmianami psychosocjalnymi po wybuchu choroby. Znalezienie tych różnic nie jest możliwe podczas prowadzenia fragmentarycznych badań a ogólnego programu takich badań brakuje". Jeden problem widzi Grossart-Maticek bardzo wyraźnie: po postawieniu diagnozy jest trudno rozróżnić, co było przed postawieniem diagnozy, a co spowodowane zostało szokiem wywołanym przez postawienie diagnozy. Przy tym jednego nie uwzględnia (nie znano wówczas biologicznych praw Germańskiej): pacjent jest, albo w ciągłej sympatykotonii (psychologicznego rodzaju), wywołanej przez aktywność konfliktu, ażeby mógł osiągnąć konfliktolizę, albo pacjent znajduje się w wagotonicznej fazie, ponieważ musi swój organizm regenerować. Obydwie fazy można rozumieć wyłącznie biologicznie, natomiast nigdy psychologicznie, albo psychosomatycznie.

Oddzielenie od psychoonkologii

Uwaga wstępna: Szukanie duchowych prekursorów Germańskiej Heilkunde przychodzi mi z dużą trudnością. Zarzuca mi się, że nie cytuję autorów, którzy już w przeszłości mówili coś o przypuszczanych zależnościach pomiędzy rakiem a odczuciami. Wszystkie odkrycia i wynalazki bazują na znanych już faktach, jeżeli są następnym krokiem rozwoju nauki. Powiązanie ze sobą wszystkich dotychczas znanych faktów - które dotychczas tylko zbierano, ale nie porządkowano do reprodukowalnych synaps - dla każdego dowolnego przypadku, jest nowością. Pojęcie psyche (jako płaszczyzna odczuć) można było znaleźć w 1981 roku tylko w skorowidzu, na końcu podręcznika dotyczącego nowotworów. Ponieważ szukano głównie "czynników ("materialnych") wywołujących raka", wierzono, że udało się znaleźć kilka czynników rakotwórczych. Zapominano jednak całkowicie o możliwości istnienia czynników pochodzenia psychicznego, które mogą wywołać raka. Wzmiankowanie o istnieniu takiej możliwości na kongresach medycznych uchodziło częściowo wręcz za rzecz niepoważną, wtedy bowiem można było najwyżej liczyć ironicznymi i z pełnymi politowania spojrzeniami.

W zamian za to, bardzo popularną była biologiczno-mechaniczna teoria powstawania nowotworów, jak np. tzw. syndrom paraneoplastyczny, w którym widziano możliwość odkrycia mechanizmu powstawania raka. Swego czasu musiałem obiecać, że nie wymienię nazwy kliniki uniwersyteckiej, w której prowadziłem swoje badania, i która należała do pewnego uniwersytetu, ponieważ wtedy każdy inny wynik badań, prowadzonych w tej klinice, byłby z góry taktowany jako niepoważny. Pod koniec roku 1981, po wydaniu wyników moich badań, ukazała się mała książeczka pt. "Einfuhrung in die Psycho-Onkologie" autorów Meerwein/Adler. Na temat psychogennych czynników mających wpływ na powstawanie raka, czytamy w pierwszym wydaniu: "Pomysł traktowania raka jako regresywnej próby regeneracji organizmu w płaszczyźnie biologicznej, spowodowanej wyczerpaniem, czy też zablokowaniem psychicznych możliwości wyrazu, jest jednostronny i świadczy o braku zrozumienia biologicznej komleksowości problemu." W wydaniu drugim w/w książki czytamy już inaczej: "Pomysł, traktowania raka jako regresywnej próby regeneracji organizmu w płaszczyźnie biologicznej, spowodowanej wyczerpaniem, czy też zablokowaniem psychicznych możliwości wyrazu jest wprawdzie rzeczą fascynującą, ale jesteśmy zdania, że obecny stan wiedzy psychoonkologicznej nie pozwala na dokładne jej wyjaśnienie".

Germańska Heilkunde nie ma nic wspólnego z psychoonkologią (wystarczy sobie wyobrazić potrzebę stworzenia psychookulistyki, psychoortopedii, psychoginekologii, itp). Germańska Heilkunde jest systemem, opartym na 5 biologicznych prawidłowościach i dotyczy całej medycyny. W żadnym wypadku nie jest ona psychologiczną, hipotetyczną teorią powstawania raka. Ta tzw. psychoonkologia nigdy nie wątpiła w słuszność schematu dotychczasowej terapii medycyny szkolnej.

Interesujące są badania, przeprowadzone przez Ulricha Abela z Heidelbergu, kierownika oddziału statystyki onkologicznej pt. "Die Zitostatische Chemotherapie fortgeschrittener epitheliarer Tumoren" - 1990 . W podsumowaniu pisze on o tzw. guzach nabłonkowych, do których zalicza wszystkie nowotwory za wyjątkiem chłoniaków, białaczki, mięsaków i guzów komórek rozrodczych, co następuje: "Nie ma żadnych dowodów na to, że z wyjątkiem raka oskrzeli (zwłaszcza małokomórkowego), chemioterapia przedłuża życie pacjentów." W przedmowie pisze: "Nawet jeżeli wyniki te są druzgocące, to muszę przyznać, że są one rezultatem moich wnikliwych badań, które przeprowadziłem bez jakichkolwiek uprzedzeń ... Również zarzuty, które medycyna szkolna czyni wszystkim jej "odszczepieńcom", że nie są oni w stanie naukowo podbudować swoich meldunków o sukcesach, dotyczą w gruncie rzeczy jej samej. Zmiana sposobu myślenia odnośnie prowadzenia badań nad powstawaniem raka, jak i w stosunku do praktykowania terapii raka, jest potrzebna nie tylko z powodów naukowych, tylko przede wszystkim dla dobra pacjenta."

Na koniec chciałbym krótko wspomnieć jednego z pierwszych przedstawicieli tzw. psychoonkologii, O.C.Simontona, oraz jego książkę pt. "Getting well again" 1978. Simonton jest radiologiem i specjalistą radioterapii. Jego zamiarem jest "uzupełnienie dotychczasowej terapii w leczeniu raka, ale nie wymiana na inną." Uważa on, że jeżeli pacjent bardzo chce przeżyć, to będzie postępował dokładnie według wskazówek lekarza (posłuszny pacjent!). Simonton stosuje technikę motywacyjnej psychologii, która ma na celu wzmocnienie chęci przeżycia oraz metodę biologicznego sprzężenia zwrotnego przy wizualizacji, co wygląda tak: "Oznacza to, że pacjent powinien spróbować przedstawić sobie obrazowo rozrost nowotworu, oraz jego postępujące rugowanie pod wpływem terapii, przede wszystkim jednak działalność naturalnych sił obronnych organizmu." Wizualizacja zostaje zakwalifikowana jako terapia towarzysząca przy radioterapii. Pacjent musi sobie wyobrazić procesy, mające miejsce w jego organiźmie, w bardzo namacalny sposób (wyobrażenie bitwy, walki). Takie wyobrażenia są niestety typowe i odsuwają myśli pacjenta od rozpatrzenia zależności psychicznych jego choroby. Jeżeli aktywność konfliktu nie ustanie (konflitkoliza), to nie pomoże najbardziej realistyczne wyobrażenie wojny obronnej organizmu ze "złymi" komórkami nowotworowymi.

Jedna rzecz jest u Simontona pozytywna, a mianowicie ta, że interesuje się on problemami psychicznymi swoich pacjentów. W ostatnim wydaniu swojej książki twierdzi on, że problemy te rozpoczynają się u pacjentów zwykle od 6 do 18 miesięcy przed ujawieniem się choroby nowotworowej! Słuszna jest również jego krytyka wszystkich statystycznych zestawień dotyczących fenomenu nowotworu, kiedy stwierdza, że "psychologowie nie posiadają żadnych danych fizjologicznych, a lekarze nie mają, w swoich badaniach żadnych danych psychologicznych!"

Z punktu widzenia Germańskiej Heilkunde, praca Simontona wykazuje braki, ponieważ omija on, podobnie jak LeShan, rolę płaszczyzny mózgowej w powstawania raka, oraz nie zajmuje się wpływami psychicznymi na powstawanie innych chorób. 

Dr Ryke Geerd Hamer

Germańskiej uczymy się dla siebie!

Program Edukacyjny przeznaczony jest dla osób spoza działalności terapeutycznej.
Naszą grupą docelową jest komórka rodzinna.
  Włączanie Germańskiej w jakąkolwiek alternatywną tzw. terapię, prowadzoną przez absolwentów naszego Programu Edukacyjnego powoduje wyłączenie z naszej społeczności Germańskiej oraz zablokowanie dostępu do naszego portalu.
Zobacz:
Naszym zadaniem jest rzetelny przekaz wiedzy Germań
skiej

Odwiedza nas 47 gości oraz 0 użytkowników.

Dystansujemy się od wszelkich ugrupowań czy terapeutów "stosujących" w swojej  działalności gospodarczej wiedzę Germańskiej. Dziś nie jest możliwe prowadzenie terapii zgodnie z wiedzą Germańskiej, a więc powoływanie się sog. terapeutów czy lekarzy na tę wiedzę służy wyłącznie zwiększeniu liczby własnych pacjentów.

Nic Ci nie dolega?
Tym lepiej!!
Zacznij naukę już teraz!
Tylko w porę zdobyta wiedza umożliwia świadome korzystanie z
Germańskiej Heilkunde.
Jak zostaniesz postawiony przed groźnie brzmiącą diagnozą, będzie Ci ciężko zacząć się uczyć...

Dostępne materiały z seminarium