krokus  

List od internauty

Gorąco dziękujemy autorowi za poniższy list. Za to, że poświęcił swój czas, aby dodać otuchy innym...

Głęboko wierzymy, że list ten zmobilizuje innych do przesyłania własnych relacji o tym, w jaki sposób ta wspaniała wiedza im praktycznie pomogła... Gorąco Was o to prosimy!

Ewa Leimer 

                                                                                          16 lutego 2008

Pozdrawiam

Jestem szczerze zachwycony Pani stroną internetową. Ze swojej strony mogę tylko dodać jak ważne i ratujące życie jest studiowanie Germańskiej jak się jest zdrowym.

W styczniu 2007 mój pies ciężko zachorował. Diagnoza krótko – białaczka. Jak gdyby przypadkiem jedna z moich klientek zwróciła mi uwagę na to, że według Germańskiej pies jest w fazie pcl. Dostałem do ręki książkę Dr.Hamera "Vermächtnis einer Neuen Medizin". Miałem bardzo niewiele czasu. Pies według weterynarzy był konający. W tempie ekspresowym szukałem ważnych faktów. Studiowałem strony internetowe Dr.Hamera.

Nie jestem skażony żadnym zawodem medycznym. Jednak bez większych problemów udało się mnie i mojej żonie spokojnie poczekać na „epileptoide Krise” (dop. Kryzys Epileptoiczny). Pięć dni podawaliśmy psu kortyzon. To było całe leczenie lekarstwami. Oczywiście powstało pytanie jak wyglądać ma sanatorium dla psa. Jak tylko umieliśmy i rozumieliśmy psie potrzeby stworzyliżmy w domu ciche i małe sanatorium gdzie następne parę miesięcy „Armani” dochodziła do sił. Cały proces wagotonii przebiegał z nieprawdopodobną precyzją według opisu Dr. Hamera. Wtedy to jeszcze nie wiedziałem, że całe to zajście parę miesięcy później uratuje mi życie.

Dołączone później zdjęcie Armani z dnia19.02.2008

W czerwcu 2007 znalazłem się w szpitalu z nieokreślonymi bardzo silnymi bólami. Nie działały żadne zwykłe środki przeciwbólowe. Po paru dniach męki, niewątpliwie bardzo zadowolony z siebie lekarz oznajmił przy wszystkich na sali - krótko „Panie Weiss znaleźliśmy u Pana w płucu coś, co jest prawdopodobnie nowotworem złośliwym, może jeszcze dzisiaj popołudniu omówimy z Panem przebieg dalszej terapii. ”Odwrócił się na pięcie i poszedł. To było jak grom z jasnego nieba. Jednocześnie czułem się w przedziwny sposób zawstydzony (może „zawstydzony” to niezbyt trafne słowo ale nie znajduję innego) wobec wszystkich innych pacjentów na sali. Nieco później inny lekarz dodał „ale proszę się nie martwić w dzisiejszych czasach nie trzeba zaraz umierać, jak się ma raka”. Faktem jest, że tak jak byłem, wstałem z łóżka i wyszedłem do parku. Po paru minutach intensywnego spaceru i głębokiego oddychania stwierdziłem, że nic mnie nie boli. Jest to fakt niezaprzeczalny. Do dzisiaj nie umiem tego wytłumaczyć. Zadzwoniłem po żonę i zwolniłem się ze szpitala wbrew protestom lekarzy. W domu merdający ogon Armani bez przerwy mówił mi „popatrz doktor Hamer ma rację”. brzucha. 

Kopie wyników badań wykonanych przez lekarza weterynarii (onkologa) w styczniu 2007 roku. Diagnoza: białaczka.


 

Wiem jak mało brakowało, abym się znalazł w spirali strachu. Czułem bardzo dobrze ten lodowaty podmuch wyroku na sobie. Wszystko co mi dolegało tak naprawdę, to były napady strachu, a wtedy Armani przychodziła i zachęcała mnie mokrym nosem aby się z nią bawić. Dzisiaj biegam około trzech kilometrów dziennie czuje się bardzo dobrze i nic mi nie dolega. Grubiaństwo lekarza oznajmiającego mi swoją diagnozę nie przeszło po mnie jednak bez śladu. Mniej więcej trzy  miesiące kurowałem zmiany w kości prawej stopy. Oczywiście wspierany „Nową” wiedza uczyłem się obywać już bez pomocy strachu i ludzi którzy z tego strachu żyją. Przyjmowałem za to pomoc tych, którzy Germańską znają i stosują już od lat.

Kiedy dzisiaj widzę Armani jak biega i skacze, jak gdyby nigdy nic się nie stało jestem pełen najróżniejszych refleksji. Jedna z nich to taka, że rzeczywiście zwierzęta mają łatwiej nierozumiejąc w pełni ludzkiej mowy. A druga to - Jak ciężko mi było być pragmatykiem i wierzyć w to co widzę i co jest dla mnie nareszcie logiczne a nie w to, co mnie przez laty nauczono wierzyć.

Podobnie stało sie z moją wiarą w Boga - stałem się bardziej chrześcianinem niż kiedykolwiek dotąd, chociaż nie należę dzisiaj do żadnej dużej ani małej sekty chrześciańskiej. Jestem przekonany, że niezmiernie ważnym jest przyswajanie sobie Germańskiej kiedy się jeszcze nie znajduje w spirali strachu nakręcanej przez kapłanów w białych fartuchach.

-Aby mieć czas do zaobserwowania u siebie i innych, przy bagatelnych chorobach działania biologicznych reguł Dr. Hamera.
-Aby mieć czas do nabrania zaufania do Germańskiej poprzez doświadczenie jej słuszności.
-Aby skorzystać z wolności jaką daje nam poprzez wzięcie  odpowiedzialności za  życie w swoje ręce.
-Aby zrozumieć jak ważną  rzeczą jest w procesie wagotonii  ciepło ludzkiego serca i zaufanie.

Dziękuję Pani za wspaniałą pracę i może niech moja historia będzie  wsparciem do dalszej pracy u podstaw „Nowego świata”.


Wojciech Weiss

{mospagebreak} 

Na moją prośbę pan Wojciech przesłał nam dokładniejszy opis sytuacji, w których doszło do uderzenia DHS-ów, zarówno u suczki Armani, jak i niego samego.  Jeszcze raz ogromnie dziękujemy za tą otwartość. 


Jeżeli chodzi o DHS u Armani to możemy tylko przypuszczać. Nie mieliśmy możliwości zrobienia jej CT (przyp. tomografia komputerowa) mózgu. Jest to nieco skomplikowana historia i łączy się w wielu punktach z moją. Wydaje mi się, że miało to coś wspólnego z wychodzeniem z psem na spacer. W 2006 r. mieliśmy kupić dom, mieszkaliśmy już w nim i  remontowaliśmy go. Notariusz dokańczał formalności, kiedy okazało się, że jesteśmy oszukani przez byłą właścicielkę, zostaliśmy z kredytami na karku bez domu.

Od października do końca grudnia 2006 to jeden wielki dramat i nerwy dla mnie i mojej żony. W tamtym czasie wychodzenie z Aramani na spacer to było coś prawie niemożliwego do zrealizowania. To był też czas przymusowej przeprowadzki w tempie przyspieszonym do nowego mieszkania. Przy wydatnej pomocy naszej córki  i  znajomych udało się to, co wydawać by się mogło niemożliwe. Armani była często siłą rzeczy zbywana i jak to później zauważyłem, wycofywała się aby jak najmniej przeszkadzać. To wycofywanie się jest dla niej bardzo charakterystyczne nawet dzisiaj. Jest i była zawsze pełna temperamentu i życia, ale musiałem się nauczyć natychmiast reagować na prośbę Armani aby wyjść, bo inaczej znikała na cały dzień gdzieś w szafie. Bardzo ciekawe było to, że kiedy zdrowiała, to było od lutego do powiedzmy końca maja 2007 roku, wyprowadzała mnie na spacer bez przesady czasami nawet co godzinę, a jej jedyną potrzebą było położyć się w trawie. W tej chwili jest zupełnie normalnie, trzy cztery razy na dzień wychodzimy na spacer. Trzeba jednak - i to wypróbowaliśmy już niejednokrotnie - zaraz reagować bo inaczej pies znika. Mogę sobie wyobrazić w tumulcie naszych problemów sporo innych okazji przy których Armani mogła dostać  swój DHS. Jednak problem wychodzenia na spacer jest jakby najbardziej dramatyczny dla niej. Zauważyłem, że Armani reaguje w dziwny sposób na klaśnięcie dłońmi, zachowuje się jak gdyby coś źle zrobiła. Kiedy połączyłem ten fakt z resztą zrobiło mi sie niedobrze. Mogę sobie przypomnieć wiele sytuacji z naszych najgorszych czasów, kiedy to reagowałem na prośbę Armani aby wyjść (było to kiedy napięcie moich nerwów sięgało zenitu) pełnym złości klaśnięciem w dłonie. Oczywiście wychodziłem z psem, ale musiałem szukać go najpierw po całym domu. Czy w ktorymś momencie był to DHS dla Armani, tego tak do końca nie wiem, ale popracowanie nad moim charakterem napewno zrobiło nam wszystkim dobrze.

Mój DHS oberwałem miej więcej pod koniec maja 2005 roku. Symptomy jakie miałem dr.Hamer opisał tak dokładnie jak by przy tym był. W tamtym czasie nie wiedziałem, że to co mi się przytrafiło jest czymś specjalnym. Po mniej więcej godzinie doszedłem do siebie i życie toczyło się jak gdyby dalej. W czerwcu 2006r. pojechaliśmy z zona po wielu latach na wakacje do Danii wspaniałe lato było gorąco jak w Grecji i tam siedząc na plaży znalazłem, a może to mnie znalazło, rozwiązanie mojego problemu.  6 czerwca 2007 o godzinie 10:15 siedząc na łóżku trzymałem się oburącz za prawą piętę kiedy lekarz oznajmił mi z niewątpliwą dumą swoją diagnozę. Nie mam pojęcia dlaczego, ale czułem się wobec innych pacjentów na sali zawstydzony i jak gdyby człowiekiem innej, gorszej kategorii. Tak naprawdę to nie umiem znaleźć adekwatnych słów do tego jak się czułem. To było jak grom z jasnego nieba a potem na dokładkę „w dzisiejszych czasach nie trzeba zaraz umierać, jak sie ma raka”. Wszystko działo się bardzo krótko i zarazem jak na filmie w zwolnionym tempie utkwiło mi w pamięci pełno szczegółów nawet moje skarpetki. Uważam, że to był mój DHS. Czułem się w pewnym stopniu tak samo jak w maju 2005 roku. Dlaczego pięta? Trudno mi powiedzieć, może dlatego, że się za nią trzymałem, ale z tym balansem to ma sens. Ja nie umiałem tej sytuacji ogarnąć. I to idiotyczne poczucie jak gdybym był już na śmietniku nic nie wart.Oficjalnie obstemplowano mnie diagnozą „ Bronchial-Karzinom” w lewym tylnym płucu. W prawym płucu na dole sporą „Atelektasę” z lekkim przesunięciem. Tak trochę jak gdyby płuca nie było tam gdzie powinno być. Cytologicznie nie dałem po sobie gmerać. Zwolniłem się na własne żądanie w dwie godziny później byłem w domu. To, co tak przestraszyło w lewym płucu panów bogów - cztery miesiące później było już o dwa milimetry mniejsze i wypełnione powietrzem. 

No to jak tak wszystko opisuję to może jeszcze  mój DHS z 2005 roku. Otóż przy którejś z rozmów telefonicznych z moją matką (mieszka  Polsce) przy zupełnie zwykłej rozmowie, zdumiony nieco jej postawą wobec przerywania ciąży, zareagowałem stwierdzeniem „cieszę się, że nie miałaś takich poglądów jak byłaś ze mną w ciąży”. Odpowiedź jaka mnie spotkała to mój DHS. Zacytuję ją w pełni tego się nie zapomina.„mały głupi byłeś, wyskrobało by się ciebie nawet byś o tym nie wiedział”. To co w tym momencie się ze mną działo nie potrafię logicznie uzasadnić. Patrzyłem się na siebie jak się trzęsę, jak staję się zimny, moja żona przeraziła się bo stałem się blady jak papier. Nie mogłem opanować irracjonalnego lęku, nie mogłem opanować dreszczy, działo się ze mną coś czego nie rozumiałem, nie rozumiałem swoich reakcji. Od tego czasu nie wiedziałem co mam zrobić. Nie mogłem tej kobiety nawet słuchać. Ale musiałem o tym bez przerwy myśleć. 

Germańskiej uczymy się dla siebie!

Program Kształcenia w Germańskiej Heilkunde przeznaczony jest dla osób spoza działalności terapeutycznej.
Naszą grupą docelową jest komórka rodzinna.
  Włączanie Germańskiej w jakąkolwiek alternatywną tzw. terapię, prowadzoną przez absolwentów naszego Programu Edukacyjnego powoduje wyłączenie z naszej społeczności Germańskiej oraz zablokowanie dostępu do naszego portalu.
Zobacz:
Naszym zadaniem jest rzetelny przekaz wiedzy Germań
skiej

Odwiedza nas 104 gości oraz 0 użytkowników.

Dystansujemy się od wszelkich ugrupowań czy terapeutów "stosujących" w swojej  działalności gospodarczej wiedzę Germańskiej. Dziś nie jest możliwe prowadzenie terapii zgodnie z wiedzą Germańskiej, a więc powoływanie się sog. terapeutów czy lekarzy na tę wiedzę służy wyłącznie zwiększeniu liczby własnych pacjentów.

Nic Ci nie dolega?
Tym lepiej!!
Zacznij naukę już teraz!
Tylko w porę zdobyta wiedza umożliwia świadome korzystanie z
Germańskiej Heilkunde.
Jak zostaniesz postawiony przed groźnie brzmiącą diagnozą, będzie Ci ciężko zacząć się uczyć...

Dostępne materiały z seminarium